Opublikowano w dniu 13.03.2007 r.     Strona istnieje od
Powrót do startu

szachy Jestem na Facebook'u

szachy Jestem na Twitterze

szachy Mój kanał filmowy


 szachy O mnie
 szachy Wywiady
 szachy Publikacje
 szachy Gra korespondencyjna
 szachy Komputery w szachach
szachyAkademia młodzieżowa

  Ciekawostki 2007
  Ciekawostki 2008
  Ciekawostki 2009
  Ciekawostki 2010
  Ciekawostki 2011
  Ciekawostki 2012
  Ciekawostki 2013
  Ciekawostki 2014
  Ciekawostki 2015
  Ciekawostki 2016
  Ciekawostki 2017
  Szachy, poker - Pozycja
  Szachy, poker - Strategia
  Szachy, poker - Błędy


  Wydarzenia roku 2007
  Wydarzenia roku 2008
  Wydarzenia roku 2009
  Wydarzenia roku 2010
  Wydarzenia roku 2011
  Wydarzenia roku 2012
  Wydarzenia roku 2013
  Wydarzenia roku 2015
  Wydarzenia roku 2016

 szachy Problemy PZSzach
 szachy Polemiki

  Jan Kochanowski
  Agata Kalinowska-Bouvy
  Jolanta Zakima-Zerek
  Ryszard Sternik
  Marek Baterowicz
  A. Paul Weber
  Alicja Karłowska-Kamzowa
  Andrzej Sitek
  Szachy i poezja
  Szachy w filmie
  Szymon Słomczyński
  Od Czytelników


  Konkursy problemowe
  Konkursy taktyczne
  Nasze Słowo
  Konkurs WIO KONIKU

 szachy Galerie

 szachy Listy
 szachy Ogłoszenia
 szachy Aktualne imprezy

  Polskie sukcesy 2009
  Polskie sukcesy 2010
  Polskie sukcesy 2011
  Polskie sukcesy 2012
  Polskie sukcesy 2013


  Polskie występy 2010
  Polskie występy 2011
  Polskie występy 2012

 szachy Z teki arbitra

 szachy Z archiwum
      Ryszarda Sternika

 szachy Fotografie
      Marka Skrzypczaka


-Wiadomości ogólne
-Debiuty dla białych
-Debiuty dla czarnych
-Strategia
-Uderzenia taktyczne
-Matowe kombinacje
-Matowe schematy
-Końcówki do wygrania
-Końcówki remisowe
-Humor w szachach
-Zadania szachopodobne

 szachy Kontakt

 szachy Linki

 szachy Ankieta rocznicowa (1)
- podsumowanie

 szachy Ankieta rocznicowa (2)
- podsumowanie

 szachy Milionowa wizyta
- podsumowanie

 szachy Nasza giełda
Schach - E. Niggemann

Joachim Beyer Verlag

Internetowe Centrum Szachowe

Jesteś
gościem
  Stronę ogląda: 11 gości
Polskie strony szachowe
szachy
    KOMPUTERY W SZACHACH

KOMPUTERY W SZACHACH


1. Tytułem wstępu
2. Wirtualne szkolenie (Szachista 4/2000)
3. Komputery w treningu szachisty (Szachista 9/2000)
4. Komputer w życiu szachisty i szkoleniowca (Wybrane zagadnienia teorii i praktyki szachowej, Polski Związek Szachowy, Warszawa 2002)
5. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 1)
6. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 2)
7. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 3)
8. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 4)
9. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 5)
10. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 6)
11. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 7)
12. Szkoła internetowa przy Akademii Szachowej!

1. Tytułem wstępu

        Komputer stał się niezbędnym narzędziem w rękach szachistów wszystkich kategorii. Ułatwia nam pracę poprzez wyszukiwanie i gromadzenie informacji i następnie ich szybkie przetwarzanie.
        Programy i bazy szachowe umożliwiają nam szybkie przygotowanie się do partii na poszczególnych przeciwników oraz analizę skomplikowanych pozycji.
        Na turnieje nie zabieramy ze sobą stosu książek, jak to było kiedyś, lecz laptopy ze zbiorami partii i innymi materiałami.
        Komputer ułatwia pracę trenerom w zbieraniu materiałów szkoleniowych i w przygotowaniach się do zajęć.
        Internet umożliwia łatwy i szybki dostęp do bieżącej informacji na całym świecie oraz zwiedzanie turniejów szachowych bez konieczności opuszczania domu.
        Nie ma więc żadnej wątpliwości, że bez komputerów i Internetu nie ma mowy o rozwoju współczesnych szachów!
        W temacie "Wirtuozi szachów" opisałem, w jaki sposób trenuje obecnie najlepszy szachista świata Magnus Carlsen. Jest to teraz powszechna forma szkolenia zawodowych graczy. Tak trenują praktycznie wszyscy!
        Arcymistrz Władimir Kramnik w jednym z wywiadów przed meczem z Anandem o mistrzostwo świata w Bonn w 2008 roku stwierdził:
        W przygotowaniach używam komputera i nie zastanawiam się nad tym, czy to jest dobre dla szachów i czy Internet jest dobry czy zły! Istnieje i trzeba go używać. Komputery są coraz silniejsze i trzeba z nich korzystać, jeśli człowiek chce mieć dobre rezultaty. ¦wiat został całkowicie skomputeryzowany, a komputer pozwala na sprawdzenie analiz w najbardziej skuteczny sposób.
        Już w wywiadzie dla Panoramy Szachowej (styczeń 1999, strona 6) zwróciłem uwagę na nowe możliwości treningu szachowego drogą elektroniczną. W maju tegoż roku w trakcie spotkania z ówczesnym prezesem Polskiego Związku Szachowego Jackiem Żemantowskim wspomniałem o zaletach wirtualnego szkolenia i zaproponowałem włączenie tej nowej formy treningu do szkolenia kadry młodzieżowej.
        Na mojej pierwszej sesji Akademii Młodzieżowej w Zakopanem (październik 1999) przedstawiłem grupie obecnych trenerów korzyści nowoczesnego szkolenia. Między innymi byłyby to konsultacje poprzez pocztę elektroniczną ze słuchaczami Akademii, aby łączność pomiędzy trenerem i zawodnikiem była systematyczna, a nie ograniczała się tylko do sporadycznych spotkań na sesjach stacjonarnych. Szczególnie takie kontakty byłyby bardzo pożyteczne dla zawodników z małych ośrodków szachowych i niemających możliwości regularnych treningów z trenerem.
        Aby pokazać, jak to może funkcjonować w praktyce, zaproponowałem trening poprzez Internet juniorowi z Kwidzyna Radosławowi Wojtaszkowi. Udzielałem Radkowi bezinteresownie rady dotyczące jego repertuaru debiutowego i przygotowywałem różne materiały szkoleniowe. Ta nasza współpraca trwała w sumie cztery lata i dała znakomite efekty.
        Mimo tego, moja praca nie znalazła uznania wśród osób odpowiedzialnych za szkolenie młodzieży w kraju. Wręcz przeciwnie, utrudniano pełną realizację mojej koncepcji. Dokładnie chodzi o to, że na kolejnych sesjach z moim udziałem w 2000 roku nie było Wojtaszka. Tymczasem trening wirtualny musi być połączony z bezpośrednimi spotkaniami.
        Natomiast doceniał to moje zaangażowanie kierownik wyszkolenia PZSzach Zbigniew Czajka. Popierał mój pomysł, ale nie mógł nic pomóc. Okazało się, że w sprawach Akademii nie ma nic do powiedzenia. Była to paradoksalna sytuacja w polskich szachach, że tak doświadczony trener i szef pionu szkoleniowego został wyłączony z działalności Akademii. Tutaj prym wiedli Marek Matlak i Ryszard Bernard. Ale ci dwaj trenerzy nie byli zainteresowani wprowadzeniem zmian w metodach szkolenia polskiej młodzieży.
        W 2003 roku odbyła się na Forum Polskiego Związku Szachowego dyskusja p.t. "Akademia Szachowa unowocześniać czy nie?". Wziąłem w niej udział, gdyż chciałem przekonać dyskutantów do zalet mojej koncepcji. Gospodarzem Forum był ówczesny prezes PZSZach Przemysław Gdański. W roli wodzireja wystąpił arcymistrz Bartłomiej Macieja, syn wiceprezesa PZSzach Jana.
        Niestety większość dyskutantów - sterowana przez Bartłomieja Macieję zamiast na problemie skoncentrowali się w głównej mierze na atakach personalnych. Prym wiódł oczywiście arcymistrz Macieja, który ma swoisty sposób walki z osobami, które mają inny punkt widzenia, niż on. Polega on na ubliżaniu i zdyskredytowaniu szachowych umiejętności adwersarza. Arcymistrz dyrygował destrukcyjną dyskusją, próbując wszystkich uświadomić o szkodliwości treningu za pomocą komputera, poczty elektronicznej i Internetu!
        Tymczasem forma szkolenia zaproponowana przeze mnie w 1999 roku jest już od dawna stosowana na całym świecie. Tak też obecnie współpracują ze sobą Kasparow i Carlsen. W ten sposób została zmarnowana już w 1999 roku szansa wprowadzenia w życie zorganizowanego i pod opieką doświadczonych trenerów nowoczesnego systemu szkolenia polskiej młodzieży!
        Na tej podstronie zademonstruję Państwu kilka moich artykułów dotyczących poruszonego na wstępie tematu. Także moje argumenty, co do słuszności wprowadzenia w życie nowoczesnych form treningu. Podzielę się też z Państwem moimi doświadczeniami współpracy z Radosławem Wojtaszkiem. Załączę też ciekawsze fragmenty z pamiętnej dyskusji na Forum Polskiego Związku Szachowego w 2003 roku.
        Jednocześnie zwracam uwagę na to, że ta podstrona jest ściśle związana z tematem Akademia Młodzieżowa. Bowiem w wielu artykułach poruszałem problemy dotyczące obu zagadnień.

Do góry


2. Wirtualne szkolenie (Szachista 4/2000)

Poniżej prezentuję zeskanowany mój artykuł "Wirtualne szkolenie" opublikowany w numerze 4/2000 Magazynu SZACHISTA.

Kliknięcie na zdjęciu wczyta dużą wersję artykułu do przeczytania.



Do góry


3. Komputery w treningu szachisty (Szachista 9/2000)

Poniżej prezentuję zeskanowany mój artykuł "Komputery w treningu szachisty" opublikowany w numerze 9/2000 Magazynu SZACHISTA.

Kliknięcie na zdjęciu wczyta dużą wersję artykułu do przeczytania.



Do góry


4. Komputer w życiu szachisty i szkoleniowca (Wybrane zagadnienia teorii i praktyki szachowej, Polski Związek Szachowy, Warszawa 2002)

Poniżej prezentuję zeskanowany mój artykuł "Komputer w życiu szachisty i szkoleniowca"
opublikowany przez Polski Związek Szachowy w:
Wybrane zagadnienia teorii i praktyki szachowej, Warszawa 2002.

Kliknięcie na zdjęciu wczyta dużą wersję artykułu do przeczytania.










Do góry


5. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 1)

        W czasie zgrupowania w Zakopanem rozmawiałem nie tylko z trenerami o nowych możliwościach szkoleniowych, lecz także z zawodnikami. Duże zainteresowanie tym problemem wykazał 12-letni Radosław Wojtaszek z Kwidzyna. Posiadał komputer, Internet i wielki zapał do pracy. Ktoś poinformował mnie, że ma talent i jest dużą nadzieją polskich szachów. Od samego Radka dowiedziałem się, że nie ma trenera i pracuje sam. Zaproponowałem mu więc wzięcie udziału w eksperymencie i poprosiłem go o wypełnienie ankiety. Uzupełniłem ją kilkoma swoimi uwagami i na miejscu uzgodniliśmy dalszy plan działania.
        W ten sposób rozpoczęła się moja współpraca z Radkiem Wojtaszkiem, która trwała od października 1999 roku do 14 sierpnia 2003 roku. Obecny w Zakopanem Ryszard Bernard, który pełnił tam funkcję kierownika sesji, nie wykazał tym faktem żadnego zainteresowania. Po powrocie do Dortmundu zadzwoniłem do Zbigniewa Czajki i poinformowałem go o rozpoczęciu eksperymentalnego treningu z Wojtaszkiem. Zaznaczyłem jednak, że to musi być powiązane z bezpośrednimi spotkaniami. Wyraziłem gotowość do wzięcia udziału w sesjach Akademii w przyszłym roku i jednocześnie poprosiłem go, aby spowodował w tym samym czasie także udział Radka. Zbigniew Czajka zapewnił mnie, że pomoże mi w pełnym przeprowadzeniu tego nowatorskiego eksperymentu!

Radosław Wojtaszek w Wikipedii

Poniżej prezentuję zeskanowaną ankietę Radka

Kliknięcie na zdjęciu wczyta dużą wersję ankiety do przeczytania.




Do góry


6. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 2)

        Radek Wojtaszek okazał się bardzo pilnym i wymagającym korespondentem. Prawie codziennie przychodziły od niego emaile z jakimiś życzeniami, pytaniami, analizami itd.

        Starałem się natychmiast reagować. Odbywało się to kosztem wielu wyrzeczeń. Przecież nie jestem zawodowym szachistą: normalnie pracuję na pełnym etacie, mam rodzinę, zajmowałem się też trenowaniem innych zawodników w Niemczech, dużo czasu poświęcałem publicystyce itd.

        Mimo tego cieszyłem się z tego kontaktu. Miałem świadomość, że eksperyment zdaje egzamin. Przede wszystkim ten sposób szkolenia mobilizuje podopiecznego do systematycznej pracy. Trener jest zmuszony też do analizy różnych pozycji, przeglądaniu wielu materiałów, co ma w sumie duży aspekt szkoleniowo-rozwojowy.

        Mam w swoim archiwum w teczce z napisem "Radek" wiele materiałów z tego okresu. Są to notatki, korespondencja, spostrzeżenia, analizy różnych wariantów, partii itd.

        Radosław Wojtaszek miał duże korzyści z tej naszej współpracy, co wielokrotnie podkreślał. Pokazywały to też jego wyniki. Zaznaczam, że pomagałem Radkowi w latach 1999-2003, kiedy miał 12-16 lat, czyli w okresie ważnego jego rozwoju twórczo sportowego.

        Załączam ocenę ojca Radka. Ten tekst ukazał się w dniu 9 września 2003 roku, kiedy to na Forum Polskiego Związku Szachowego w temacie "Akademia Szachowa unowocześniać czy nie?" grupa "dyskutantów" atakowała i obrażała mnie, a syn wiceprezesa PZSZach Bartłomiej Macieja twierdził, że moja koncepcja zmodernizowania Akademii Szachowej szkodzi tylko polskim szachom.

Poniżej prezentuję zrzut z ekranu wspomnainego postu

Kliknięcie na zdjęciu wczyta dużą wersję do przeczytania.




Do góry


7. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 3)

        Pod koniec 1999 roku wymieniłem z arcymistrzem Jackiem Gdańskim kilka listów elektronicznych. W emailu z dnia 14.11.99 napisałem m.in. tak:

"Byłem w tym roku w Zakopanem na zgrupowaniu juniorów jako trener. Niestety nie pomogłem wiele, gdyż młodzież dostała w Hiszpanii spore baty. Wydaje mi się, że przyczyną jest to, że młodzież pomiędzy sesjami ma za mało kontaktów z trenerem, czyli ogólnie mówiąc mało pracuje nad sobą. Ja w maju tego roku (byłem w PZSzach) zaproponowałem Żemantowskiemu wirtualne szkolenie, aby ten problem rozwiązać w ten sposób. Ale tutaj na przeszkodzie stoi technika: nie wszyscy trenerzy w Polsce pracują z komputerem, również młodzież ..."

        W liście elektronicznym z dnia 15.11.99 Jacek Gdański zainteresował się moim pomysłem:

"Interesuje mnie natomiast Twój pomysł z wirtualnym szkoleniem. Jak miałoby to wyglądać? ..."

        To wyjaśniłem w emailu z dnia 16.11.99:

"Wirtualny trening szachowy (WTS) albo wirtualne szkolenie szachowe (WSS) ma polegać na systematycznym kontakcie na linii trener-podopieczny. Chodzi o to, aby czołowi juniorzy (ki) mieli także możliwość szkolenia między sesjami i turniejami. Uważam, że to jest tańsze niż bezpośrednie kontakty z trenerem. Oczywiście wymaga to umiejętności samodzielnej pracy.
Trzeba posiadać odpowiedni sprzęt.
Ja w ramach eksperymentu wziąłem pod opiekę czołowego juniora do lat 14 Radka Wojtaszka z Kwidzyna. Jak to widzę.
    1) Przesłał mi swoje skomentowane partie z ME. Ja je przejrzę i podzielę się swoimi uwagami i analizami. Otrzyma do tego uzupełniające partie i analizy innych silnych graczy. Potem on ma ustosunkować się do otrzymanego materiału. A więc nastąpi systematyczna analiza różnych partii.
    2) Będzie otrzymywał ode mnie różne zadania do rozwiązania na różne tematy. A więc będzie musiał wykazać się systematyczną i samodzielną pracą.
    3) Będziemy pracować wspólnie nad jego repertuarem debiutowym itd.
Resztę pokaże życie.
Materiały wymieniamy za pomocą emailu. Naszym podstawowym programem jest Chess Base 7.
Możesz coś na ten temat napisać w PS, aby innych zachęcić do eksperymentu. Trzeba wykazać, że ta forma jest pożyteczna..."

        W tym liście elektronicznym wyjaśniłem moją wizję treningu poprzez Internet. W moim archiwum mam pełne wydruki tych trzech wymienionych emaili. Nie pamiętam już, jaka była opinia Jacka Gdańskiego na ten temat. Później wymieniliśmy jeszcze kilka emaili, ale nie było już tam mowy o wirtualnym szkoleniu.

        Dlatego dużym zaskoczeniem była dla mnie wiadomość o utworzeniu przez Jacka "Internetowej szkoły szachowej". Załączony wydruk pochodzi z dnia 31 października 2003 roku. Nie znam jednak początku tej akcji.

        Jacek Gdański życzył sobie za swoją pomoc 300 złoty miesięcznie. Ja wykonywałem swoją pracę bezinteresownie. Nigdy od nikogo nie brałem wynagrodzenia. Pewnego razu ojciec Radka Wojtaszka zaproponował mi honorarium w wysokości 1000 złoty. Odmówiłem i zasugerowałem, aby Radek przeznaczył tę kwotę na zakup nowego laptopa. Tak też się stało!


Poniżej prezentuję zrzuty z ekranu wspomnianych materiałów




Poniżej skany mojej korespondencji z roku 2002 p. Jarosławem, ojcem Radka.



Do góry


8. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 4)

        W 2000 roku wziąłem dwukrotnie udział w sesjach Akademii Młodzieżowej, które odbyły się w Wiśle. Poświęciłem na to prawie cały swój urlop wypoczynkowy. Miałem nadzieję, że spotkam się z Radkiem. Tak obiecał mi Zbigniew Czajka. Niestety do tego nie doszło. Odpowiedzialny wtedy za działalność Akademii Marek Matlak nie zadbał o to. Moja interwencja u Zbigniewa Czajki nie dała żadnego rezultatu. Kierownik wyszkolenia Polskiego Związku Szachowego tłumaczył się, że rozmawiał z Matlakiem w tej sprawie i sam był zdziwiony nieobecnością Wojtaszka na sesjach z moim udziałem.

        Byłem tym bardzo rozczarowany. Szkolenie poprzez Internet ma tylko wtedy sens, kiedy jest to połączone z bezpośrednimi spotkaniami. Zrozumiałem wtedy, że moją koncepcją szkoleniową i bezpośrednim zaangażowaniem się w jej realizacji, nikt na dobrą sprawę w Polskim Związku Szachowym się nie interesował. Nie zważając jednak na te przeszkody dalej pomagałem Wojtaszkowi.

        Na drugiej sesji w Wiśle poprosił mnie o pomoc Maciej Brzeski. Zgodziłem się, mimo że miałem duże problemy z wolnym czasem. O tych nowych doświadczeniach napiszę obszerniej w temacie o Akademii.

        W styczniu 2001 roku stanowisko dyrektora Akademii objął Ryszard Bernard. Ucieszyłem się tym faktem. Ryszarda znałem od wielu lat. Zawsze mieliśmy dobre kontakty. Ceniłem jego wiedzę szachową i dlatego jako trener kadry zapraszałem go często na zgrupowania szkoleniowe. Napisałem do niego list, w którym omówiłem wiele ważnych spraw. Reakcji nie było.

        Wkrótce wziąłem udział w kursie dla trenerów na I klasę, który odbył się na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie. W biurze PZSzach dowiedziałem się, że nowy dyrektor Akademii zaplanował mój udział w sesji grudniowej. Na liście nie było Wojtaszka. Wyjaśniłem Zbigniewowi Czajce, że zimą z różnych względów osobistych nie mogę przyjechać do Polski i proszę o przesunięcie mnie na sesję letnią, w której jest przewidziany udział moich podopiecznych. Moją prośbę przedstawiłem też Ryszardowi Bernardowi w bezpośredniej rozmowie telefonicznej.

        W trakcie wspomnianego kursu nadarzyła się okazja do spotkania na terenie AWF ze Stanisławem Łobaziewiczem. Ówczesny prezes Polskiego Związku Szachowego miał wraz z Andrzejem Filipowiczem i Zbigniewem Czajką coś do załatwienia w Polskiej Federacji Sportu. W czasie około godzinnej rozmowy przedstawiłem prezesowi w ogólnych zarysach moją koncepcję szkolenia poprzez Internet. Zaznaczyłem wtedy wyraźnie, że ma to być uzupełniająca forma treningowa do normalnych spotkań na sesjach. Omówiłem też własne doświadczenia z kontaktów z Wojtaszkiem i Brzeskim. Poprosiłem o interwencję u Ryszarda Bernarda, aby mnie zaprosił na sesję letnią z udziałem obu podopiecznych. Jednocześnie oznajmiłem, że na tej sesji chciałbym podzielić się też moimi doświadczeniami i zaproponować rozszerzenie tej akcji, aby takim szkoleniem objąć szerszą grupę młodzieży. Także chciałem zasugerować, żeby do tego przedsięwzięcia włączyć dodatkowo kilku trenerów, którzy by np. na zasadzie prac zleconych mogliby służyć swoją pomocą.

        Sam chciałem - z uwagi na brak czasu i stałe zamieszkanie w Niemczech - ograniczyć swoją działalność do minimum. Moim zdaniem powinni tym zająć się przede wszystkim zawodowi trenerzy, którzy byliby w każdej sytuacji na miejscu gotowi do aktywnych działań.

        Prezes Stanisław Łobaziewicz pozytywnie odniósł się do mojej koncepcji i obiecał pomoc w jej realizacji. Wyjeżdżałem z Warszawy w przekonaniu, że zostałem wreszcie zrozumiany!



Do góry


9. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 5)

        Po przyjeździe z Warszawy byłem optymistycznie nastawiony na przyszłość. Dalej współpracowałem aktywnie z Wojtaszkiem i Brzeskim i czekałem na zaproszenie na letnią sesję.

        W dniu 5 marca ojciec Brzeskiego tak napisał do mnie: "Od niedawna Maciek pracuje z Ryszardem Bernardem (1-2 razy w miesiącu). Bernard jest poinformowany o kontakcie Maćka z panem i w pełni to akceptuje". Wojtaszek też mnie poinformował o treningach z dyrektorem Akademii. Ucieszyłem się, gdyż liczyłem teraz na to, że Bernard - jako tzw. trener wiodący - skontaktuje się wreszcie ze mną w celu uzgodnienia tematyki wspólnych treningów. Ale dyrektor Akademii tego nie uczynił. W sierpniu był na turnieju w Gelsenkirchen. To jest niedaleko od Dortmundu. Wystarczył jeden telefon i moglibyśmy się spotkać i porozmawiać. Ryszard Bernard tego nie zrobił!

        W sierpniu odbyła się druga sesja Akademii w Łazach. Mimo zapewnień Zbigniewa Czajki i Stanisława Łobaziewicza zaproszenia nie otrzymałem. A były to przygotowania do mistrzostw świata i Europy. Obaj moi podopieczni byli zakwalifikowani do tych imprez. Od wielu miesięcy pomagałem im w opracowaniu solidnego repertuaru debiutowego. Mimo tego dyrektor Akademii nie zaprosił mnie na to ważne zgrupowanie, gdzie szlifowało się ostatecznie formę i dokonywało się ważnych ustaleń dotyczących gry zawodników. Przecież w Łazach moglibyśmy bezpośrednio uzgodnić jeszcze pewne rzeczy i dokonać korekt odnośnie przyszłej gry na zbliżających się turniejach i sprawdzić pewne już analizowane warianty itd.

        Maciej Brzeski natychmiast po przyjeździe z Łaz poinformował mnie, że był tam trener zagraniczny Adrian Michalczyszyn. Ukraiński arcymistrz polecił mu grać czarnymi dwa nowe warianty i to już na mistrzostwach Europy! Jak można polecać młodemu zawodnikowi grać coś nowego w tak ważnej imprezie, bez przygotowania teoretycznego i praktycznego? Michalczyszyn rzekomo w podobny sposób zalecał i innym jakieś warianty. Jak można było dopuścić do tego, aby trener zagraniczny, który nie zna dobrze polskiej młodzieży i z naszymi szachami nie jest emocjonalnie związany, polecał grać reprezentantom Polski w najważniejszych imprezach roku nieprzygotowane i nieograne systemy debiutowe? Znam Adriana Michalczyszyna od wielu lat. Cenię jego fachowość i znam wiele jego książek. Ale uważam za nierozsądne obdarzanie go tak wielkim kredytem zaufania. Sprawa przygotowania debiutowego naszej najlepszej młodzieży powinna być tajemnicą i zostać wyłącznie w gestii krajowych trenerów. I dyrektor Akademii Ryszard Bernard powinien zdawać sobie z tego sprawę!

        Adrian Michalczyszyn jako wychowanek sowieckiej szkoły szachowej powinien wiedzieć, że w Związku Radzieckim zalecano naukę debiutów w sposób opisany przeze mnie w temacie "Szkolenie" w punkcie 9. Repertuar debiutowy podsumowanie. Dla przypomnienia:



Jak opracować własny repertuar debiutowy?


1. Musi on być przede wszystkim dopasowany do stylu gry zawodnika. Nie może być tak, że gracz o taktycznych zdolnościach gra jakieś pasywne i schematyczne otwarcia. Powinien grać zdecydowanie dynamiczne i ostre warianty!

2. Najpierw musi nastąpić przygotowanie teoretyczne. Trzeba zapoznać się z ogólnymi planami strategiczno-taktycznymi danego otwarcia (lub wariantu). Ważne jest poznać partie wzorcowe. Dużą pomocą powinna być literatura fachowa, czyli książki debiutowe. Jest ich obecnie bardzo dużo na rynku wydawniczym w języku angielskim. Niestety w języku polskim jest bardzo mało podręczników na ten temat.

3. Następnie trzeba szczegółowo przeanalizować wybrane warianty. Ważne jest znalezienie własnych rozwiązań (planów).

4. Konieczne jest ogranie nowych wariantów w partiach towarzyskich, mało ważnych spotkaniach, partiach błyskawicznych i ewentualnie poprzez Internet.

5. Dopiero po zdobyciu pewnych doświadczeń praktycznych można włączyć nowe systemy do swego repertuaru debiutowego i zacząć stosować je w ważnych imprezach szachowych.



Do góry


10. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 6)

        Wojtaszek też negatywnie ocenił swoje uczestnictwo na sesji w Łazach. Współpraca z przydzielonymi mu trenerami była wyraźnie niedopracowana i praktycznie nic mu nie dała. Dlatego mój udział byłby na pewno korzystny dla obu moich podopiecznych. Moglibyśmy przecież "doszlifować" wiele spraw, których nie udało się nam dopracować drogą korespondencyjną.

       W Łazach ustalono skład trenerski na wyjazdy na mistrzostwa świata i Europy. Miałbym więc możliwość podzielenia się z trenerami wyjeżdżającymi na te imprezy moimi uwagami i doświadczeniami dotyczącymi przygotowań Wojtaszka i Brzeskiego. Może to by ułatwiło pracę szkoleniowców w czasie tych imprez i dało w efekcie lepsze rezultaty.

       Przypadek "Łazy" dał mi do zrozumienia, że postępowanie Ryszarda Bernarda było od początku jego działalności skierowane na wyeliminowanie mnie z udziału w Akademii i utrudnienie bezpośrednich kontaktów z Wojtaszkiem i Brzeskim. Zaplanowanie mnie na sesję grudniową nie miało żadnego logicznego sensu. Na liście uczestników nie było Radka Wojtaszka i było już po najważniejszych zawodach. Uznałem też, że dalsze dyskusje na ten temat z kierownikiem wyszkolenia PZSzach też nie mają już sensu, gdyż Zbigniew Czajka nie ma i tak żadnego wpływu na rozwój szachów młodzieżowych w Polsce.

       W miesiąc po sesji w Łazach, czyli we wrześniu 2001 roku spędziłem urlop w Rowach. Rozgrywane były akurat mistrzostwa Polski seniorów i dzięki temu spotkałem tam kilku kolegów i znajomych. Była więc okazja do dyskusji na różne problemy polskich szachów.

       Z jednodniową wizytą przybył do Rowów prezes Polskiego Związku Szachowego Stanisław Łobaziewicz. Udało mi się wciągnąć go w prawie dwugodzinną dyskusję o problemach Akademii. Odbyła się ona na świeżym powietrzu w obecności wielu "kibiców", w tym wydawcy "Penelopy" Jerzego Morasia. Przypomniałem nasze spotkanie na początku roku na AWF w Warszawie i jego obietnicę interwencji u Ryszarda Bernarda w celu zaproszenia mnie na sesję letnią. Stanisław Łobaziewicz nie był w tym dniu w najlepszej kondycji zdrowotnej. Nie przypominał sobie wiele faktów z naszego spotkania i o problemach Akademii też niewiele wiedział. Wytłumaczyłem mu więc wszystko od początku i zwróciłem uwagę na dwa ważne aspekty, że powinno być przede wszystkim ścisłe współdziałanie pionu szkoleniowego z dyrektorem Akademii i że same sesje nie rozwiązują problemów szkoleniowych polskiej młodzieży. Trzeba im zapewnić możliwość stałej opieki trenerskiej pomiędzy tymi zgrupowaniami i tym samym zmobilizować do systematycznej pracy. Moja koncepcja dodatkowego szkolenia poprzez Internet byłaby świetnym rozwiązaniem! Stanisław Łobaziewicz w pewnym momencie zaczął prowadzić nawet notatki. Zadeklarował się, że te wszystkie poruszone przeze mnie problemy omówi z Ryszardem Bernardem i Zbigniewem Czajką. Jeszcze tego samego dnia wyjechał.

       Później jeden z kolegów tak podsumował naszą dyskusję: "Ja wcale bym się nie zdziwił, gdyby Bernard zaprosił ciebie oficjalnie na sesję grudniową". Odpowiedziałem, że jest to niemożliwe, ponieważ wcześniej wszystkich poinformowałem, w tym jego i Zbigniewa Czajkę, że w grudniu do Polski nie przyjadę...

Dyskusja o problemach polskich szachów: od lewej Stanisław Łobaziewicz, Jerzy Konikowski i Jerzy Moraś

Dyskusja o problemach polskich szachów: od lewej Stanisław Łobaziewicz, Jerzy Konikowski i Jerzy Moraś

Do góry


11. Moja współpraca z Radosławem Wojtaszkiem (część 7)

        Koledzy mieli jednak dobre przeczucie. 10 października 2001 roku otrzymałem list elektroniczny z PZSZach, którego autorem był Ryszard Bernard. Zaproponował mnie przyjazd do Dębicy w dniach 5-9 grudnia na zajęcia Akademii. Oczywiście na liście uczestników nie było Wojtaszka. To był pierwszy list Bernarda od momentu objęcia przez niego stanowiska dyrektora Akademii. Przez kilka miesięcy szef szkolenia polskiej młodzieży nie interesował się w ogóle moją współpracą z czołowymi juniorami kraju.

        Jego email podziałał na mnie, jak przysłowiowa czerwona płachta na byka. 14 października wysłałem faks do PZSzach adresowany na Bernarda. Kopię otrzymał szef wyszkolenia Zbigniew Czajka i prezes Stanisław Łobaziewicz. Mój list był utrzymany w łagodnym tonie, ale był stanowczy. Oparłem się na konkretnych faktach. Oto kilka fragmentów:

        ... Niestety mój przyjazd w tym czasie do Polski jest niemożliwy. Uprzedzałem Ciebie i Zbyszka Czajkę o tym już w lutym tego roku w czasie mojego pobytu na kursie trenerów I-klasy w Warszawie. Liczyłem, iż weźmiesz to pod uwagę i powołasz mnie w takim terminie, jaki mi odpowiada. A mnie najbardziej pasowały sesje II i III. Możliwa była nawet sesja I, ale grudniowa nie wchodziła zupełnie w grę. Wiesz przecież, że nie jestem zawodowcem i mam z tego powodu pewne ograniczone możliwości korzystania z urlopu. I o tych problemach przecież Ciebie poinformowałem!

        Mam do Ciebie więc wielki żal, że inaczej to zaplanowałeś i konsekwentnie to przeprowadziłeś. Wiesz przecież doskonale, że od dwóch lat opiekuję się R.Wojtaszkiem i od roku M.Brzeskim. Podjąłem się tego zadania, mimo że jestem bardzo zaangażowany pracą badawczą i publicystyczną w dziedzinie szachów. Chciałem im pomóc przede wszystkim w ustaleniu "zdrowego" repertuaru debiutowego. To jest niestety ogólny problem polskiej młodzieży, która w wielu przypadkach przegrywa partie już w początkowej fazie gry. Ogólnie nasza młodzież często gra debiuty, których nie rozumie. Jest to wynik lekceważenia tej bardzo ważnej fazy gry. Wielu trenerów preferuje wiedzę encyklopedyczną. Młodzież uczy się mechanicznie debiutów do ok. 15-20 ruchu i potem nie wie, jak dalej kontynuować partię. Nie wie, jakie plany strategiczno-taktyczne są w danym wariancie lub debiucie możliwe do realizacji. Są to nie tylko moje spostrzeżenia. O tym pisano dość często w "Szachiście" i "Szachach/Chess".

        ... Kiedy Wojtaszek i Brzeski poinformowali mnie, że sam dołączyłeś do grupy ich opiekunów, to bardzo się z tego ucieszyłem. Liczyłem, że - jako dyrektor Akademii - będziesz koordynował teraz nasze wspólne szkolenie, że uzgodnimy wspólny program działania. Nie zrobiłeś tego. Nie odpowiedziałeś nawet na mój list, kiedy pisałem o problemie tzw. zadań domowych. Byłem świadkiem, kiedy część uczestników robiła to na "kolanie" na początku sesji. A powinno się to opracować w domu i przesłać na adresy trenerów lub dyrektora Akademii. Zaproponowałem Ci pewne rozwiązanie. Żadnej reakcji z Twojej strony! Na ostatniej sesji zostało uzgodnione, że trzy osoby prześlą mi swoje prace domowe. Przysłała mi tylko jedna. Pisałem Ci o tym. Jak więc można oczekiwać dyscypliny od zawodników, kiedy dyrektor Akademii w tym samym stylu traktuje trenera?

        W artykule "Wirtualne szkolenie" pisałem o zaletach treningu drogą elektroniczną. Ale pisałem też, że sam kontakt komputerowy nie wystarczy. Trzeba ustalać pewne problemy w bezpośrednich kontaktach. Proponowałem też, aby Polski Związek Szachowy zainteresował się tą problematyką. Można by przecież tym sposobem objąć szkoleniem większą liczbę młodzieży. Szczególnie tych, którzy mieszkają w słabych ośrodkach szachowych i z dala od doświadczonych trenerów. Żadnej reakcji i żadnego zainteresowania ze strony osób odpowiedzialnych za szkolenie w Polsce. Liczyłem jednak na to, że umożliwisz mi kontakt bezpośredni z Wojtaszkiem i Brzeskim. Niestety zaproszenia na pierwsze sesje nie przyszły. A miałem taką nadzieję!

        W ostatnim czasie Wojtaszek i Brzeski mieli ciągle nowych doradców. Każdy coś tam innego polecał. Sam już teraz nie wiem, jak wygląda ich repertuar debiutowy? W każdym razie stwierdziłem, iż Brzeski nie realizuje naszego wspólnego planu zamierzeń. Gra jakieś warianty, których mu wcale nie polecałem. Po prostu ma już za dużo opiekunów i każdy proponuje coś "nowego". Jest to rzecz niepokojąca i na pewno nie sprzyjająca dalszemu prawidłowemu rozwojowi tego zawodnika.

        ... Jest wiele problemów, które trzeba rozwiązać, aby usprawnić działalność Akademii Szachowej. Na tych sesjach, w których brałem udział, dyskutowaliśmy o tym. Podsuwałem Wam wiele pomysłów. Zaangażowałem się w pracy szkoleniowej. Część młodzieży otrzymała ode mnie na miejscu książki szachowe i inne materiały. Część książek została wysłana przeze mnie drogą pocztową. Udało mi się wciągnąć do tego dwa wydawnictwa, które wysyłały moje egzemplarze autorskie pod wskazane adresy. Zafundowałem wiele literatury szachowej na nagrody w turniejach błyskawicznych, które zorganizowaliśmy na trzech sesjach, na których byłem obecny. Właśnie doświadczenia zdobyte na tych trzech sesjach zainspirowały mnie do napisania dwóch książek: "Szybki kurs debiutów" i "Gambit wołżański" oraz serii artykułów, które ukazały się w "Szachiście" i "Panoramie Szachowej". Wcześniej wydałem kilka książek testowych z przeznaczeniem dla naszej młodzieży. W książce "Gram 1.e4!" zaproponowałem repertuar debiutowy dla młodych graczy, aby im ułatwić pracę nad stadium debiutowym. Zrobiłem więc wiele dla polskich szachów!

        Niestety Ryszardzie nie doceniłeś tej pracy i mojego pełnego zaangażowania! Wyeliminowałeś mnie z działalności w Akademii i tym samym odizolowałeś mnie od Wojtaszka i Brzeskiego. Zaproszenie mnie na sesję grudniową jest Twoim sprytnym wybiegiem taktycznym. Wiedziałeś przecież już w lutym tego roku, że w grudniu nie mogę przyjechać do Polski!

        ... Te wszystkie problemy (i jeszcze inne), które Ci teraz opisałem, przedstawiłem w Rowach we wrześniu tego roku prezesowi PZSzach. Był bardzo zdziwiony. Zadeklarował się porozmawiać z Tobą na te tematy. Nie wiem, czy do tego doszło. Dlatego pozwolę sobie przesłać kopię tego list p.Łobaziewiczowi w celu przypomnienia naszej rozmowy w Rowach.


        To są najważniejsze fragmenty mojego listu do Ryszarda Bernarda z dnia 14.10.2001 roku. Oczywiście dysponuję jego oryginałem oraz wydrukiem mojego faksu, który potwierdza wysłanie tego teksu na adres Polskiego Związku Szachowego.

Więcej o sprawie na stronie oraz na stronie

Do góry


12. Szkoła internetowa przy Akademii Szachowej!

Poniżej prezentuję rozmowę z dr Andrzejem Filipowiczem opublikowaną w numerze 4/2003 Magazynu SZACHISTA.

Kliknięcie na zdjęciu wczyta dużą wersję artykułu do przeczytania.



Do góry





Caissa i szachy - szachownica, a na niej król, wieża, skoczek, goniec, pion i zadanie do wykonania czyli szach i mat, lecz wcześniej debiut, kombinacja i końcówka.
Libacki Piotr Vladimir Yakunin Nurali Aliyev Libacki Piotr http://trakt.edu.pl/budownictwo-i-architektura/artykuly-budowlane/
Copyright(c) 2007. W objęciach Caissy. Wszelkie prawa zastrzeżone. Autor: jinks