Opublikowano w dniu 13.03.2007 r. czyli 1807 dni temu
W objęciach Caissy - Caissa's Embrace
telko Jestem na Facebook'u

 telko O mnie
 telko Mój blog
 telko Publikacje

  Konkursy problemowe
  Konkursy taktyczne
  Nasze Słowo
  Konkurs WIO KONIKU

 telko Galerie

 telko Listy
 telko Ogłoszenia
 telko Aktualne imprezy

  Polskie sukcesy 2009
  Polskie sukcesy 2010
  Polskie sukcesy 2011
  Polskie sukcesy 2012


  Polskie występy 2010
  Polskie występy 2011

 telko Z teki arbitra

 telko Z archiwum
      Ryszarda Sternika

 telko Fotografie
      Marka Skrzypczaka


-Wiadomości ogólne
-Debiuty dla białych
-Debiuty dla czarnych
-Strategia
-Uderzenia taktyczne
-Matowe kombinacje
-Matowe schematy
-Końcówki do wygrania
-Końcówki remisowe
-Humor w szachach
-Zadania szachopodobne

 telko Kontakt

 telko Linki

 telko Ankieta rocznicowa

Schach - E. Niggemann

Joachim Beyer Verlag

Internetowe Centrum Szachowe

Jesteś
gościem
  Stronę ogląda: 1 gości
Polskie strony szachowe

telko
    POLEMIKI


Na tej podstronie prezentować będę mniej lub więcej kontrowersyjne wypowiedzi na różnorodne tematy związane z szachami w Polsce i nie tylko. Mam nadzieję, że spotka się to z zainteresowaniem Państwa.

POLEMIKI

            Wstęp
            1. Polemika z Jackiem Bielczykiem
            2. Interesujący wywiad w Panoramie Szachowej Nr 7-8 2010
            3. Nie masz Fritz'a? - nie istniejesz!
            4. Polecam Chessmaster
            5. Polemika z nowym rzecznikiem prasowym(?) PZSzach-u

Wstęp

    Czy zastanawialiście się kiedykolwiek Państwo nad tym, że polskie szachy od wielu lat mają wspaniałą młodzież, która zdobywa medale na mistrzostwach Świata i Europy, i po osiągnięciu wieku seniora ginie nagle w tłumie przeciętności?

    Sam kiedyś próbowałem rozwiązać tę kwestię. Opublikowałem na łamach krajowej prasy fachowej sporo polemicznych artykułów. Zaproponowałem pewne nowe rozwiązania techniczne i szkoleniowe. Bowiem wychodzę z założenia, że jeśli jakiś system nie przynosi oczekiwanych efektów, to trzeba go zmodyfikować. Nie wywarło to większego wrażenia na działaczach Polskiego Związku Szachowego i trenerach. "My robimy dobrą robotę i nie potrzebujemy żadnych zmian" - tak reagowano na moje propozycje. Zdecydowałem się więc na opublikowanie w "Magazynie Szachista" (sierpień 2003) krytycznego artykułu "Quo vadis polskie szachy"? Wywołał on wielką burzę w naszym środowisku szachowym i spowodował ataki pod moim adresem. Stałem się w ocenie części krytyków "wrogiem nr 1 polskich szachów".

    Na ostatniej liście rankingowej FIDE (1 lipca 2008) w pierwszej setce znalazł się tylko jeden polski zawodnik. Jest to wyraźne ostrzeżenie, że nasza kadra seniorów już od dawna nie czyni żadnych postępów i reprezentuje średni poziom europejski. Tymczasem nasza "złota młodzież" drepcze w miejscu!

    Nagle przypomniano sobie o moim artykule sprzed pięciu lat. "Jest on nadal aktualny" - napisał do mnie jeden z kolegów. To zmobilizowało mnie do wprowadzenia nowego działu "Polemiki". Zajmę się tutaj różnymi aspektami naszej dyscypliny z własnego punktu widzenia. Przypomnę też pewne fakty z mojej działalności na niwie szachów. Może te doświadczenia będą komuś przydatne.

    Zapraszam serdecznie Internautów do dyskusji na poruszone w tym miejscu problemy!


Do góry


1. Polemika z Jackiem Bielczykiem

    W Panoramie Szachowej (Nr 10 - 2007 na stronach 31-33) ukazał się artykuł Jacka Bielczyka "Takie to były czasy ...". Tekst jest ciekawy i dlatego za zgodą wydawcy "Penelopy" Pana Jerzego Morasia zamieszczam go w całości.

Kliknięcie na kartce z artykułem wczyta ją w dużym rozmiarze do oddzielnego okna



    Z tekstu Jacka Bielczyka wynika, że już pod koniec 1964 roku został - jako początkujący szachista - zaproszony na szkolenie kadry juniorów. Na bazie własnych doświadczeń sądzę, że nie była to dalekowzroczna inwestycja szkoleniowców PZSzach, tylko łatanie "dziur". Mnie powołano na zgrupowania dopiero jako członka kadry. Uczestniczyłem w nich dwukrotnie.

1. Spała (29.12.1965-5.01.1966)

    Zaraz po meczu Polska-Węgry w Łodzi kadra juniorów udała się do pobliskiej Spały na obóz szkoleniowy. Uczestnicy: Górski, Gralka, Jakubiec, Ledwoń, Lewi, Konikowski, Rapcewicz i Steczkowski. Trenerami byli: mistrz międzynarodowy Kazimierz Makarczyk - członek "złotej" drużyny olimpijskiej z Hamburga 1930 i były mistrz Polski Stefan Witkowski, w tym czasie odpowiedzialny za szkolenie w Polskim Związku Szachowym. Zakwaterowani byliśmy w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich wraz z kadrą lekkoatletów.

    Nie było żadnego planu szkolenia. W pierwszym dniu kierownik zgrupowania Stefan Witkowski porozdawał nam karteczki, na których mieliśmy podać nasze propozycje tematyczne. Ja napisałem tak: "Jak mam trenować, aby poprawić swoją siłę gry w debiucie, grze środkowej i końcówkach". Jeszcze tego samego dnia Witkowski podał nam rozdział zajęć. Moich propozycji oczywiście nie było. Obaj wykładowcy podzielili tak swoje czynności:

a. Makarczyk - końcówki.
b. Witkowski - debiuty i gra środkowa.

    Roboczy dzień przedstawiał się następująco: 7.00 pobudka i następnie zaprawa poranna, 7.30 śniadanie (stołówka była oddalona od miejsca zamieszkania o około 1 km), po śniadaniu były zajęcia do 13.30. Obiad był o godzinie 14.00 i potem był czas wolny.

    W sumie było mało zajęć szachowych. Kazimierz Makarczyk pokazywał nam na jednej szachownicy końcówki pionkowe z książki Szulcego, które ja osobiście dobrze znałem. Wszyscy siedzieliśmy wkoło wykładowcy i patrzyliśmy na ruchy pokazywane przez Makarczyka. Aktywność uczestników była więc prawie zerowa. Jerzy Lewi - po brydżowych nocach - przeważnie spał na tych zajęciach. Pewnego razu pan Kazimierz zwrócił się do niego ze słowami: "Panie Lewi, jeśli moje zajęcia pana nudzą, to może pan opuścić pokój". Lewi wstał i poszedł spać. Mnie udało się raz ożywić zajęcia, gdy w jednej pozycji pokazałem inną drogę do remisu. Opisałem to później w mojej książce "Szybki kurs końcówek" (strona 83).




    Próbowałem nakłonić sędziwego mistrza do wspomnień z olimpiady w Hamburgu i spotkań z Akibą Rubinsteinem i Sawiellym Tartakowerem. Ale Makarczyk jakoś nie miał ochoty do podzielenia się z nami minionymi wydarzeniami. A szkoda. To byłoby na pewno bardziej interesujące od pokazywania znanych końcówek. Ciekawsze zajęcia były ze Stefanem Witkowskim, który pokazywał nam różne warianty debiutowe, które wspólnie analizowaliśmy.

    Brak popołudniowych treningów powodował, że musieliśmy zajmować się innymi zajęciami, nie związanymi z szachami. Organizowaliśmy sobie turnieje w tzw. "chłopki" (piłkarzyki). Tutaj bezkonkurencyjna była para Jakubiec-Konikowski. Największym naszym rywalem była para Lewi-Ledwoń. Grano też w brydża, często do godzin rannych. Niektórzy uczestnicy potem drzemali na zajęciach.

    Osobiście byłem zadowolony z pobytu w Spale. Wprawdzie z samych zajęć niewiele skorzystałem, to bardzo dużo dały mi bezpośrednie kontakty z niektórymi kolegami (np. z Julianem Gralką). Analizowaliśmy wspólnie różne pozycje debiutowe i wymienialiśmy doświadczenia oraz materiały szachowe. To przydało mi się później we własnej praktyce turniejowej. Wielu uczestników zgrupowania było jednak niezadowolonych i to odbiło się na następnym obozie.

2. Wisła-Ustroń (26.12.1966-5.01.1967)

    Stefan Witkowski miał kolosalne kłopoty z zebraniem czołowych juniorów na ten obóz. Jeszcze na kilka tygodni przed jego rozpoczęciem nie było jasne, czy to zgrupowanie dojdzie w ogóle do skutku. Mnie to zbytnio nie zdziwiło, ponieważ już w Spale niektórzy koledzy sygnalizowali, że na przyszły obóz nie przyjadą.

    Mistrz Polski Jerzy Lewi miał jechać na międzynarodowy turniej juniorów do Groningen (27.12.1966-9.1.1967). Ale dostarczył do biura PZSzach niechlujnie wypełniony i pobrudzony kwestionariusz paszportowy. Dla przykładu został ukarany wykluczeniem z tego atrakcyjnego wyjazdu. Na liście rezerwowej byłem ja i Julian Gralka. Ostatecznie pojechał Julian, który zajął w grupie B trzecie miejsce. O tej imprezie można poczytać w miesięczniku "Szachy" na stronie 111 w numerze 4-1967. Z innych kadrowiczów Kazimierz Steczkowski nie został powołany z uwagi na złe zachowanie w mistrzostwach Polski juniorów w Polanicy Zdroju (13-24.08.1966).

    Ostatecznie w Wiśle znaleźli się: Konikowski (kadra), Heinich (9 miejsce w mistrzostwach Polski), Plebanek (15 miejsce w mistrzostwach Polski), Kaźmierski (16 miejsce w mistrzostwach Polski), Wiland (24 miejsce w mistrzostwach Polski), Chowra (ostatni na mistrzostwach Polski w Goleszowie 1965, natomiast w Polanicy nie grał) oraz wówczas nie znani mi zawodnicy ze Ślaska: Pinkas, Bielczyk, Kubień, Gołaszewski, Markiewicz, Nowak i Radoń.

Wykładowcy i uczestnicy obozu w Wiśle. Od lewej strony stoją: Kaźmierski, Witkowski, Markiewicz, Dworzyński, Wiland, Palewski, Heinich, nieznany, Konikowski, Plebanek, nieznany, Pinkas. Klęczą od lewej: Bielczyk, nieznany i Chowra. Wykładowcy i uczestnicy obozu w Wiśle. Od lewej strony stoją: Kaźmierski, Witkowski, Markiewicz, Dworzyński, Wiland, Palewski, Heinich, nieznany, Konikowski, Plebanek, nieznany, Pinkas. Klęczą od lewej: Bielczyk, nieznany i Chowra.

    Tym razem szef zgrupowania przywiózł ze sobą dwóch pomocników:

a. Sędzia szachowy Władysław Palewski z Katowic.
b. Mistrz krajowy Roman Dworzyński z Warszawy.

    Podobnie jak to było w Spale, Stefan Witkowski porozdawał nam w pierwszym dniu kartki w celu podania naszych propozycji szkoleniowych. Powtórzyłem swoje propozycje ze Spały. Nie znalazły się one znowu w programie zgrupowania.

    W pierwszym dniu Stefan Witkowski przeprowadził z nami symultankę (w Spale tego nie było). Remisy uzyskali: Konikowski i Wiland, pozostali przegrali. W drugiej symultance przeciwko Dworzyńskiemu też zremisowałem. Ogólnego wyniku nie pamiętam.

    Następnego dnia odbyły się partie konsultacyjne. Ja w parze z Chowrą zremisowałem z duetem Kaźmierski-Bielczyk. W ciekawej pozycji pełnej gry młody Chowra za szybko wykonał na neutralnej szachownicy ruch 14. ... Sc4? (zamiast 14. ... 0-0) i przeciwnicy forsowali remis przez powtarzanie posunięć.

Wykłady:

1. Władysław Palewski omawiał różne problemy kodeksu szachowego.
Pamiętam wykład na temat gongu. Dyskusja trwała prawie dwie godziny, bowiem koledzy zadawali różne pytania, na które wykładowca nie zawsze znalazł zadawalającą nas odpowiedź. W tej dyskusji bardzo aktywny był Tomasz Kaźmierski.

2. Stefan Witkowski powtórzył te same problemy debiutowe ze Spały. Tak więc z tych zajęć prawie nic nie skorzystałem.

3. Roman Dworzyński miał na tapecie struktury pionkowe. Te problemy były właściwie wszystkim dobrze znane. Pamiętam taką sytuację: trener pokazał na szachownicy pewną pozycję z izolowanym pionkiem w centrum. Znałem ją doskonale, gdyż pochodziła z partii Botwinnika. Studiowałem ją z komentarzami samego mistrza świata. Dworzyński zapytał się mnie, co sądzę o sytuacji na szachownicy. Odpowiedziałem, że jest ona skomplikowana z wzajemnymi szansami. Taka była bowiem ocena Botwinnika i wynikała z dalszego przebiegu partii. Wykładowca zwrócił się z tym samym pytaniem do Jacka Bielczyka. Najmłodszy uczestnik zgrupowania wykazał się dużym sprytem. Nie powtórzył bowiem mojej oceny tej konkretnej pozycji, lecz przedstawił ogólne problemy izolowanego pionka w centrum. Został za to pochwalony przez trenera. W tym dniu Jacek otrzymał ode mnie ksywkę "Góralik". Ale swoją drogą Dworzyński niefortunnie sformułował pytanie i otrzymał ode mnie konkretną odpowiedź. Tymczasem oczekiwał ode mnie oceny samej tylko struktury pionkowej.

    Jacek Bielczyk sprawił w Wiśle na mnie pozytywne wrażenie. Spaliśmy w jednym pokoju. Sam niewiele mówił, ale odpowiadał rozsądnie na wszystkie moje pytania. Czułem, że będzie w przyszłości dobrym szachistą.

    W wolnych chwilach chodziliśmy na wycieczki w góry. Mieliśmy dużą uciechę szczególnie, gdy po pas zapadaliśmy się w śniegu. Na jednej z takich wędrówek przekroczyliśmy granicę z Czechosłowacją. W tamtych czasach było to niebezpieczne i w razie złapania przez żołnierzy WOP-u (Wojskowa Ochrona Pogranicza) można było mieć duże nieprzyjemności. W oddali widzieliśmy schronisko czeskie. Roman Dworzyński zachęcał nawet do jego odwiedzenia, co spotkało się z kategorycznym sprzeciwem szefa.

    W Nowym Roku Stefan Witkowski zorganizował konkurs szachowy (ciekawe wydarzenia, historia itd.). Podzielono nas na grupy:

1. Wiland-Chowra
2. Kaźmierski, Bielczyk, Gołaszewski
3. Konikowski, Markiewicz, Radoń
4. Heinich, Plebanek, Nowak
W finale grupa 3 pokonała zespół 1 w stosunku 21-16.

    Pod koniec obozu odbył się mecz z reprezentacją powiatu,
który zakończył się wynikiem remisowym 5-5.

Plinta - Konikowski remis
Kwaśniewski - Kaźmierski 1-0
Stano - Heinich remis
Cienciała - Plebanek 1-0
Macura - Wiland 0-1
Pinkas - Bielczyk remis
Przybyła - Chowra 0-1
Gałuszka - Gołaszewski remis
Grudzień - Markiewicz 1-0
Jackowski - Radoń 0-1

Na zakończenie meczu w Cieszynie 3 stycznia 1967 roku wręczono ich uczestnikom ten pamiątkowy znaczek.

    Na zakończenie zgrupowania odbyło się uroczyste pożegnanie. Najlepszym juniorom Stefan Witkowski wręczył nagrody książkowe. Mnie przypadły "Dzienniki" Stanisława Lema. Nie zaprzeczam, że obóz był ciekawie zorganizowany, ale szachowo osobiście niewiele skorzystałem.

    Podsumowanie: obozy szkoleniowe, w których wziąłem udział jako zawodnik, były przeznaczone przede wszystkich dla członków kadry juniorów, czyli dla zawodników posiadających już określoną wiedzę i reprezentujących pewien poziom szachowy. Tematyka zajęć była tymczasem na poziomie około III kategorii. Nie odpowiadała więc naszym potrzebom. My oczekiwaliśmy wskazówek praktycznych w kierunku "Jak mamy dalej trenować, aby poprawić swoją siłę gry. Pomoc w ułożeniu planu samokształcenia, z jakiej literatury szachowej mamy korzystać, itd." Ale moje sugestie nie znalazły odgłosu. Kierownik zgrupowania realizował swój program, który dla kadrowiczów był mało przydatny. W Spale i Wiśle Witkowski pokazywał nam te same warianty, które tylko cząstkowo były w naszym repertuarze. Ja to traktowałem jako trening analityczny, ale inni się nudzili na tych treningach. Dla Jacka Bielczyka, który wtedy był jeszcze bardzo młodym zawodnikiem zajęcia były na pewno interesujące. Ale w końcu dla kogo były przeznaczone te zgrupowania kadry?

Problem i partie opisane w artykule

Do góry


2. Interesujący wywiad w Panoramie Szachowej Nr 7-8 2010

    Za zgodą wydawcy Panoramy Szachowej Pana Jerzego Morasia zamieszczamy polemiczny wywiad z czołowym arcymistrzem świata Władimirem Małachowem z Rosji i zapraszamy do dyskusji.


Do góry


3. Nie masz Fritz'a? - nie istniejesz!

    Od kilku lat obserwuję osobliwą skłonność początkujących szachistów-amatorów do oceniania swojej szachowej wartości po "ciężarze gatunkowym" używanych przez nich programów szachowych. Podobną metodę oceniania stosują też do innych szachistów. Ten ranking funkcjonuje według schematu: jeżeli używasz prostego programu szachowego - jesteś słabym szachistą, a twoja pozycja w towarzystwie jest niska. Jeżeli jednak używasz wysokiej klasy zaawansowanego programu - jesteś równie wysokiej klasy szachistą i automatycznie stajesz się "znawcą" problematyki szachowej.

    Podczas dyskusji na niektórych internetowych forach szachowych wręcz nie wypada nie pochwalić się posiadaniem zaawansowanego programu szachowego. Pojawia się też ciekawa prawidłowość, mianowicie im szachista-amator prezentuje słabszą siłę gry (albo wręcz dopiero rozpoczyna swoją przygodę z szachami, poznając zasady ruchu bierek), tym "cięższego" programu używa. Podczas dyskusji na forach szachowych do dobrego tonu należy objaśnianie pozostałym osobom, że do gry i analizy używa się Fritz'a. Fritz radzi, Fritz liczy, Fritz analizuje, Fritz wyłącza myślenie człowieka. Rola szachisty-amatora zbyt często sprowadza się do uruchomienia analizy partii w tym programie i czekaniu na rezultat, poprzestając na wpatrywaniu się w ekran i poruszaniu myszą co pewien czas. Nie tędy droga do poprawienia swojej siły gry. Fritz ani żaden z innych programów do gry w szachy nie powinien zastąpić ludzkiego umysłu, nie powinien stać się jego protezą, odzwyczajając szachistę od myślenia. Wiadomo, że początkujący szachiści bardzo lubią, gdy program za nich wykonuje analizy partii, bo to jest wygodne. Ale co będzie w trakcie rozgrywania prawdziwych partii szachowych, np. podczas turnieju, gdy zabraknie Fritz'a? Co wtedy? Kto za nich dokona szybkiej analizy konkretnej pozycji na szachownicy i zaproponuje plan gry albo poda najlepszy ruch?

    Przykłady nadużywania programów szachowych można mnożyć, np. instalowanie na komputerze osobistym koniecznie najnowszej wersji ChessBase'a, albo nowych silników szachowych, ale wyłącznie tych najsilniejszych. Pojawiają się zatem opinie, że najlepiej stosować Rybkę, albo jakiś inny mocny silnik, dobrze gdy jest dostępny w wersji "deep", czyli przeznaczonej do pracy na komputerach wieloprocesorowych. Spotkałem się kiedyś z przypadkiem początkującego szachisty-amatora, który koniecznie chciał się posługiwać takim silnikiem, ale tylko w wersji "deep"! Nie wiem dlaczego, natomiast śmiem zaryzykować stwierdzenie, że wersja "deep" miała służyć jedynie do podbudowania jego ego, bo raczej nie jego siły gry. Inny przykład z internetowego forum szachowego. Szachista-amator po wykonaniu trzeciego posunięcia w Partii Angielskiej zadał pytanie, w jaki sposób ma dalej grać, przy czym spytał się o materiały do nauki debiutów ze wskazaniem na Encyklopedię Otwarć Szachowych (Chess Informant) lub bardziej dokładne zbiory! Moja propozycja jest taka, aby zakupił podręcznik do nauki szachów i zaczął przerabiać lekcje dotyczące zasad prawidłowego rozwoju figur w początkowej fazie gry. Kolejnym etapem będzie nabycie książki z wykazem podstawowych debiutów. Z pewnością takie podejście lepiej przysłuży się zrozumieniu początkowej fazy partii szachowej, niż wkuwanie na pamięć wariantów z Encyklopedii albo silenie się na zaawansowane studia debiutowe a' la Anand, Kramnik, etc.

    Innym nałogiem młodych (a w szczególności bardzo młodych) szachistów jest gra na internetowych portalach szachowych, np. na popularnym "kurniku", czyli witrynie www.kurnik.pl. Takie strony na pewno popularyzują i upowszechniają grę w szachy, ale wyrabiają w nowicjuszach złudne przekonanie, że wirtualna gra w Internecie jest identyczna z rozgrywką przy prawdziwej desce szachowej. I tutaj srodze się mylą. Rozgrywka amatora "kurnika", który w niedbałej pozycji przed monitorem komputerowym przesuwa po nim płaskie "znaczki", nijak przekłada się na na prawdziwą grę turniejową. Młodzi ludzie zapominają, albo po prostu nie są świadomi tego, że ogląd rzeczywistej szachownicy jest inny niż tej, widocznej na ekranie komputera. Prawdziwa deska do gry w szachy jest duża i patrzy się na nią z innej perspektywy niż na obrazek na monitorze, a niedoświadczony "kurnikowiec" może po prostu zgubić się na niej, nie ogarniając wzrokiem całości szachownicy. Trójwymiarowe realne bierki też inaczej wyglądają niż płaskie "znaczki" na ekranie komputera. Dlatego oprócz zakupu programu do gry w szachy warto jednak poświęcić dodatkowych kilkadziesiąt złotych na dokupienie drewnianej (albo nawet tekturowej) szachownicy. Dla osób poważnie myślących o szachach (nawet na poziomie gry towarzyskiej) będzie to z pewnością dobry zakup.

    Gra na portalach szachowych jest zubożona o jeszcze jeden bardzo ważny czynnik - stres. Taki stres jest związany z atmosferą turnieju, przebywaniem w dużej sali gry, wśród innych szachistów, sędziów i widzów. Tego nie ma na "kurniku", takich emocji doświadcza się jedynie w rzeczywistości. W zależności od sytuacji, stres może pełnić rolę "dodatkowej bierki", czasami po stronie jednego, czasami po stronie przeciwnego koloru. Jeden z moich znajomych, szachista z II kategorią (ale grający z siłą "jedynki") przez pewien czas specjalizował się w grze w szachy na portalu www.kurnik.pl. Osiągnięte tam przez niego rezultaty były co najmniej dobre i w jego mniemaniu dobrze rokowały grze na żywo. Jednak Fortuna odwróciła się od mojego znajomego, gdy zdecydował się zagrać w prawdziwym (a nie wirtualnym) turnieju. Okazało się, że podczas kilku rozgrywek został wręcz "roztrzaskany" przez wyraźnie słabszych od niego szachistów. Dla niego było to zdziwieniem, ale i nauką na przyszłość.

    Pojedynki na portalach do gry on-line nie odzwierciedlają rzeczywistej gry turniejowej. Pasjonaci takich wirtualnych rozgrywek powinni przed występem na turnieju poćwiczyć grę w prawdziwych partiach towarzyskich, aby przypomnieć sobie jak wygląda realna szachownica i poczuć atmosferę gry przy stoliku.

    Zapraszam serdecznie Internautów do dyskusji na poruszone w tym miejscu problemy!



Krzysztof Kledzik - 6.03.2011



Strona Krzysztofa Kledzika

Kanał Krzysztofa Kledzika na You Tube

Do góry


4. Polecam Chessmaster

    Program szachowy Chessmaster Grandmaster Edition jest dedykowany osobom, które pragną nauczyć się gry w szachy (a także zrozumieć szachy!), w przyjemny i interesujący sposób. W estetycznie wykonanym pudełku znajduje się jedna płyta DVD zawierająca wersję instalacyjną programu oraz skróconą instrukcję obsługi. Po zainstalowaniu programu na twardym dysku, w utworzonym katalogu znajdzie się około 2,5 GB plików, co umożliwi uruchamianie programu bez konieczności wkładania płyty DVD do napędu za każdym razem, ilekroć chcemy zagrać w szachy. Po pierwszym uruchomieniu programu pojawi się okienko w którym musimy podać dane, za pomocą których program będzie nas identyfikować. Mówiąc językiem komputerowych graczy, musimy stworzyć swojego awatara - spersonalizowany profil. Jeżeli chcemy, możemy utworzyć kilka takich profili, i w zależności od potrzeby, używać któregoś z nich. Po zalogowaniu się, stajemy przed wyborem trzech głównych trybów pracy z programem Chessmaster: trybem nauki, gry oraz zabawy. Wygląd programu nieco zmienia się w zależności od dokonanego wyboru, choć generalnie programiści zadbali o ujednolicenie grafiki, której domyślny styl nazwałbym "grafitowy high-tech". Osobiście wolałem drewnopodobny wystrój programu z wersji 5500 De Luxe, ale to tylko moja subiektywna opinia.

    Po wybraniu trybu zabawy, użytkownik zostaje wprowadzony do części programu przeznaczonej do nauki szachów dla dzieci. Wśród kilku podkategorii znajdziemy różne mini-gry, proste zadania i samouczki mające przybliżyć dzieciom istotę szachów. Można też pominąć je i zdecydować się na grę na trójwymiarowej szachownicy, wyposażonej w zabawne animowane bierki. W tym trybie rozgrywki, możliwości konfiguracji programu są bardzo ograniczone. Ale np. można poprosić o pomoc w wykonywaniu posunięć, zmieniać wygląd szachownicy z 3D na 2D, i w dowolny sposób obracać lub zmieniać rozmiar trójwymiarowej szachownicy.

    Z trybu zabawy można w łatwy sposób przejść do trybu nauki dla osób, które już wyrosły z dziecięcych ubranek. Uważam, że tu leży główna siła programu Chessmaster. Program oferuje trzy rodzaje zajęć: w Akademii szachowej Josha Waitzkina, Akademii Larry'ego Christiansena oraz w tradycyjnej szkole z serii Chessmaster. Te trzy tryby nauki oferują niezwykle bogaty i ciekawie wyłożony materiał szachowy, przeznaczony zarówno dla nowicjuszy, jak i osób zaawansowanych. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, biorąc pod uwagę bogactwo zamieszczonego materiału, różnorodność tematyki i prosty, a zarazem ciekawy sposób przekazania wiadomości. Każda z lekcji ilustrowana jest diagramem z odpowiednio podświetlonymi polami i animowanymi bierkami. Oprócz opisu lekcji w wersji audio (tylko po angielsku) dostępny jest odpowiedni tekst przetłumaczony na język polski. Każdą z lekcji można powtórzyć wiele razy i ćwiczyć podane w niej przykłady. Bogactwo zamieszczonego materiału przekracza ramy niniejszej recenzji, jednakże warto wymienić chociaż kilka podstawowych tematów zajęć: wprowadzenie do szachów, ruchy bierek, matowanie króla, elementy taktyki (związania, widełki, itp.), kombinacje, podstawy strategii, struktury pionkowe, słabe pola, wymiana materiału, aspekty psychologii szachów, wprowadzenie do debiutów, końcówki, pozycje treningowe oparte na partiach rozegranych przez znanych arcymistrzów i wiele, wiele innych. Dział nauki jest bardzo rozbudowany i z pewnością sumienne przerobienie tego bogatego materiału zaowocuje zwiększeniem siły gry i ogólnym rozumieniem niuansów występujących w sztuce szachowej.

    Do naszej dyspozycji pozostaje też zbiór około 900 znanych partii, a także duża, licząca około 800 000 partii baza danych, służąca do znajdowania np. określonych pozycji. Możemy przeszukiwać tą bazę w oparciu o typ pozycji, nazwiska graczy, miejsce rozgrywki, uzyskany wynik, kody ECO i wiele innych. Osoby zainteresowane trenowaniem debiutów również powinny być usatysfakcjonowane, bowiem program Chessmaster oferuje taki kurs. Użytkownik może ćwiczyć rozgrywanie początkowych etapów gry, co zajmie na pewno sporo czasu, bo drzewo wariantów debiutowych ma bardzo rozbudowane gałęzie. Osoby mające aspiracje do rozpracowywania nowych wariantów debiutowych otrzymały do rąk dodatkowy edytor, umożliwiający modyfikowanie wbudowanej książki debiutów oraz tworzenie własnej.

    Ostatnim trybem pracy Chessmaster-a jest możliwość bezpośredniej gry. Mamy tu do wyboru kilka wariantów, w tym grę w sieci LAN, przez internet oraz z własnym komputerem. Jeżeli czujemy się dostatecznie silni, możemy zweryfikować to przekonanie biorąc udział w wielu turniejach z przeciwnikami, wystawionymi przez omawiany program. Oczywiście, można ingerować w styl gry swoich przeciwników turniejowych. Dla osób które przeliczyły się z własnymi siłami podczas takich turniejów, Chessmaster proponuje grę z pojedynczym przeciwnikiem. Do wyboru jest tryb gry rankingowej oraz treningowej. W trakcie gry rankingowej program ocenia nasze postępy i porażki, przydzielając odpowiednią punktację. Do wyboru mamy wielu przeciwników, różniących się rankingiem i stylem gry. Można ten ustawić najbardziej odpowiednią kontrolę czasu, np. liczbę minut na partię, liczbę ruchów na partię, dodatek czasu na ruch, itp. Podobnie jak udział w turnieju, gra rankingowa, to gra "na serio", która może obnażyć niedoskonałości naszego przygotowania szachowego, objawiające się w spadku obliczonego rankingu.

    Niezobowiązujący tryb gry to tryb treningowy, w którym nasza gra nie podlega ocenie rankingowej. Tutaj gracz może pozwolić sobie na relaksującą grę lub nawet eksperymentowanie, tym bardziej, że tuż obok dostępna jest opcja ustawienia pozycji. Pozwala to na wypróbowanie nowych idei w grze, przećwiczenie konkretnych pozycji z gry środkowej i końcówek.

    Program Chessmaster posiada bardzo rozbudowane menu i możliwości dostosowania wyglądu oraz sposobu gry do preferencji użytkownika. Możliwe jest wczytanie partii i zapisanie jej za pomocą popularnych notacji, ustalenie rodzaju przeciwnika, modyfikowanie jego stylu gru, tworzenie statystki gry, analizy wariantów, poszukiwanie mata, uzyskiwanie pomocy na temat posunięć, i wiele innych. Pełna lista możliwości przystosowania programu do potrzeb użytkownika zajęłaby kilka stron maszynopisu. Zainteresowanych odsyłam do rozszerzonej wersji instrukcji obsługi, dostępnej w programie w postaci pliku PDF. Należy jednak zaznaczyć, że do posługiwania się Chessmaster-em nie jest wymagane przeczytanie instrukcji, gdyż program jest bardzo intuicyjny w obsłudze i niezwykle przyjazny dla użytkownika.

    Osoby lubiące gry komputerowe zazwyczaj dużą wagę przykładają do estetyki programu oraz do tzw. "grafiki". Tutaj seria programów Chessmaster może pochwalić się wspaniałymi osiągnięciami. Do głównych zalet "graficznych" należy dobra kolorystyka, piękne zestawy szachowe, np. trójwymiarowe szachownice z najróżniejszymi bierkami. Dostępne są szachownice 2D oraz trójwymiarowe ze wspaniałymi figurami, zarówno klasycznymi wg Stauntona, jak i tak artystycznymi, modernistycznymi, itp. Trójwymiarowe szachownice można obracać prawie pod dowolnym kątem, przesuwać po ekranie i zmieniać ich wielkość. Doskonałe wrażenie robią realistyczne światłocienie. Jednym słowem - grafika na medal.

    Podsumowując, Chessmaster Grandmaster Edition według mnie jest wiodącym na rynku programem, przeznaczonym do wsparcia nas w przygodzie z szachami. Nie waham się użyć stwierdzenia, że jest to wręcz okręt flagowy elektronicznej nauki szachów. Gorąco polecam zakup Chessmaster-a osobom ciekawym tajników tej gry, albo pragnących zainteresować nią swoje dzieci.



Krzysztof Kledzik - 3.04.2011



Strona Krzysztofa Kledzika

Kanał Krzysztofa Kledzika na You Tube

Dla zainteresowanych artykuł do pobrania w formacie Worda (*.doc) lub Acrobata (*.pdf)

Do góry


5. Polemika z nowym rzecznikiem prasowym(?) PZSzach-u

    Od niedawna z ciekawością zaglądam na blog am Mateusza Bartla i muszę szczerze przyznać, że nasz arcymistrz ma "lekkie" pióro, chociaż miejscami nadmiernie ironizuje. Niestety, według mnie, niepoprawnie interpretuje fakty. Obecnie pan Mateusz przejął rolę nieformalnego rzecznika prasowego PZSzach-u, co jest o tyle zrozumiałe, że arcymistrz jest zaangażowany w redagowanie pisma, które stało się oficjalnym biuletynem związkowym. Arcymistrz Bartel działa w ramach narzuconych przez PZSzach, stąd nie powinno budzić zdziwienia, że broni poczynań Związku.

    Zadziwia mnie za to błędna interpretacja rzeczywistości. Doprawdy nie wiem, jakich argumentów należy użyć, aby zwrócić uwagę am Bartla oraz innych osób skupionych wokół PZSzach-u na problemy polskich szachów. Temat ten był dostatecznie jasno przedstawiony, ale widać, że argumenty "nie trafiają".

    Ponieważ am Bartel zamieścił na swoim blogu polemiczny artykuł dotyczący działalności Jerzego Konikowskiego, http://mateuszbartel.chessbrains.pl/2011/05/25/mentorskie-zaszczyty/ pozwolę sobie dopisać komentarz do tego tekstu. Cytaty zaznaczyłem pochyłą czcionką.

    Z niecierpliwością czekam, aż znajdą się tam porady dla mnie. Ah, przepraszam! Jedna już się znalazła p. Konikowski uznał, że mam problemy z pamięcią (bo nie pamiętałem naszej rozmowy, która ponoć miała miejsce w okolicach 1998 roku).

    Uwaga dotyczyła nie samej rozmowy, bo faktycznie nie wszystkie rozmowy pamięta się, ale faktu nie pamiętania spotkań obu Panów. A spotkanie ze sobą nowo poznanych dwóch ważnych osób raczej pozostaje w pamięci.

    Jak to? A choćby Wojtaszek? - oburzeni zakrzykną niektórzy Czytelnicy. Fakt - taka współpraca miała miejsce.

    To dlaczego R. Wojtaszek wypiera się jej, skoro nawet am Bartel przyznaje że była taka współpraca?

    Nie wiem jak wyglądała ta współpraca, ale obawiam się, że Radek wiele więcej niż materiały z firmy ChessBase nie otrzymał. Fakt materiały fajne, ale chyba nie świadczą jeszcze o klasie trenera.

    Skoro am Bartel przyznaje że nie wie jak wyglądała ta współpraca, to dlaczego sugeruje że polegała jedynie na przesłaniu materiałów z Chessbase-a? A tak przy okazji, nad materiałami chociażby z Chessbase-a też trzeba posiedzieć i poświęcić czas i pracę nad skonstruowaniem z tej "surówki" właściwego materiału szkoleniowego.

    Opublikował on nawet na swojej stronie (też polecam, mocna rzecz) swoją korespondencję z Radkiem, nie informując o tym naszego czołowego szachisty! Mnie zawsze uczono, że istnieje coś takiego jak tajemnica korespondencji i na miejscu Radka no cóż, nie puściłbym tego płazem

    Ta korespondencja nie była objęta klauzulą tajności, więc nie widzę przeciwskazań do jej upublicznienia, tym bardziej że pełni rolę dowodową, potwierdzająca prawdziwość słów pana Jerzego.

    Jerzemu Konikowskiemu - zwłaszcza gdy Radek został czołowym zawodnikiem świata - bardzo zależało na upublicznieniu szczegółów współpracy z Wojtaszkiem.

    Zagadnienie współpracy obu Panów było poruszane np. na łamach Magazynu Szachista ładnych kilka lat temu, zanim ktokolwiek myślał o większych sukcesach Wojtaszka. Gwoli ścisłości, am Wojtaszek przekroczył magiczną granicę 2700 punktów ELO, ale na razie to nie upoważnia nas do nazywania go czołowym zawodnikiem świata. Taki tytuł przysługuje np. Anandowi, Carlsenowi, Kramnikowi i innym szachistom, którzy są faktycznie na szczycie listy rankingowej, np. uczestniczyli w meczach o MŚ, i co bardzo ważne!, brali udział (z sukcesami) w superturniejach klasy Dortmund, Linares, czy Wijk aan Zee. Póki co, am Wojtaszek ma to wszystko daleko przed sobą.

    Zakończenie współpracy - zdaniem p. Konikowskiego - zostało wymuszone przez bliżej nie sprecyzowane środowisko. Ciekawe, czyżby p. Konikowski zakładał, że Radek nie miał własnej woli?

    Ja też kiedyś myślałem, że mam tak silną wolę, że mogę robić absolutnie wszystko co chcę, mogę przewrócić świat do góry nogami itp. Am Bartel jest młodym człowiekiem, może nie doświadczył pewnych sytuacji życiowych, dlatego nie jest świadomy, że młoda czy też bardzo młoda osoba nie podejmuje wszystkich decyzji sama. Skoro działa/pracuje/szkoli się w ramach wyznaczonych przez PZSzach, to prawie na pewno część decyzji za nią podejmują inne osoby (działacze, trenerzy, szefowie).

    Kilka przykładów, które nie dają mi spokoju: Jak Polak żyjący (i szkolący)w Niemczech, może z niechęcią patrzeć na zagranicznych trenerów w Polsce?

    Pan Konikowski jest Polakiem z urodzenia, wychowania i z serca, więc zależy Mu na dobrej kondycji polskich szachów. A czy na tym samym zależy np. trenerom zza wschodniej granicy? Czy tym trenerom naprawdę leży na sercu polepszenie poziomu polskich szachów? A z jakich pobudek, chyba nie patriotycznych?

    Dlaczego Darek Świercz powinien - wg p. Jerzego - grać w ważnych turniejach wyłącznie 1.e4, podczas gdy wcześniej Radkowi Wojtaszkowi (będącemu na podobnym etapie kariery) p. Jerzy zalecał rozszerzanie repertuaru.

    Przecież to już było omawiane, am Bartel chyba nie rozumie indywidualnego podejścia do każdego zawodnika. Nie można wszystkich "wrzucić do jednego worka" i kazać grać to samo lub postępować z nimi w ten sam sposób.

    Na jakiej podstawie p. Jerzy - nie mając żadnego kontaktu z Darkiem - ocenia, że ktoś (tutaj pojawia się np. sugestia Piotra Murdzi również dobrze można zapytać czy to nie sprawka Michaela Jordana) poza nim samym ma wpływ na jego debiutowe wybory?

    Tak jak pisałem powyżej o własnej, czy nie własnej woli R. Wojtaszka. Am Bartel błądzi myśląc, że Darek sam ustala wybór debiutów.

    Co ciekawe, z dalekiego Dortmundu, p. Konikowski ocenia także działania Polskiego Związku Szachowego.

    W dobie internetu, stron domowych, blogów, itp., z Dortmundu do PZSzach-u jest tak samo blisko jak z Gdańska czy z Warszawy. Obecnie nie trzeba chodzić pieszo do biura PZSzach-u i czytać ogłoszenia oraz aktualności z wiszącej tam gablotki informacyjnej. Wystarczy obserwować to co się dzieje, przez internet.

    W swoich licznych wpisach oczerniał już różne osoby, w tym Piotra Murdzię, obecnego Szefa Wyszkolenia.

    Pan Jerzy nie oczerniał Piotra Murdzi ani nikogo innego, jedynie krytycznie wypowiadał się na Jego temat. Oczernianie a krytyka, to dwie różne rzeczy.

    Jako zapłatę za swoje działania otrzymuje "miłe słowa" od takich ludzi jak p. Konikowski, który tak naprawdę nie ma zielonego pojęcia o tym, co dzieje się w kraju.

    Patrz wyżej.

    Radzę zatem p. Jerzemu by [...] robił to w czym, jak sam uważa, jest bardzo dobry - szkolił juniorów. Nic tak nie jest potrzebne polskim szachom jak silni zawodnicy, a tych z pewnością, p. Jerzy jest w stanie wyszkolić.

    Juniorów mamy bardzo dobrych, i na tym niestety się kończy. Myślę, że ci silni zawodnicy "ze stajni" pana Jerzego już by byli, gdyby wiele lat temu umożliwiono panu Konikowskiemu pracę z tymi osobami.

    Oczywiście, ten wpis wiele nie zmieni. Pan Jerzy (podobnie jak grupa osób, z którymi "trzyma" - a co to za osoby łatwo zrozumieć czytając jego stronę bądź bloga)...

    "A co to za osoby" - a co am Bartel ma przeciwko nam? To, że odważyliśmy się przyznać rację panu Jerzemu, że stoimy w opozycji do PZSzach-u i na dodatek nie ukrywamy naszej tożsamości pod wymyślonymi nick-ami? Osobiście nie wstydzę się samego siebie i moich poglądów na temat kondycji polskich szachów.

    Tak - problemów nie brakuje. Tak - nie brakuje pomyłek. Ale ja jak zwykle zachęcę - zamiast pisać i doradzać proszę zacząć działać i dołożyć swoją cegiełkę!

    Ależ pan Konikowski właśnie działa: szkolenia, publicystyka, pisanie książek, propozycje zmian w treningach. Każdy działa i dokłada cegiełkę na swój sposób.

Krzysztof Kledzik - 26.05.2011

Do góry


Caissa i szachy - szachownica, a na niej król, wieża, skoczek, goniec, pion i zadanie do wykonania czyli szach i mat, lecz wcześniej debiut, kombinacja i końcówka.
mycie okien Reklama Łódź wciągniki odtwarzacz dvd Agencje reklamowe Łódź
Copyright(c) 2007. W objęciach Caissy. Wszelkie prawa zastrzeżone. Autor: jinks